'Ziutek' żołnierz batalionu 'Parasol'


Przyniosłaś dziś...

Przyniosłaś dziś pamiętnik i na zamówienie
Mam Ci stworzyć i wpisać piękną epopeję;
Ja przepraszam - to chyba nieporozumienie:
Czy Pani kpi z poety - czy się Pani śmieje?

Czy Pani nie rozumie, że wieszcz, kiedy pisze,
Musi patrzeć w gwiazd roje i w pełnię księżyca,
Wkoło siebie mieć spokój lub upiorną ciszę,
Która ludziom śmiertelnym strachem bieli lica.

Czy Pani nie pojmuje, że muzie wybrednej,
Zakochanej w poecie i wiecznie stęsknionej
Nie zawsze może starczyć przestrzeń nocy jednej,
Nocy parnej, czerwcowej, krótkiej i szalonej.

Czy Pani się wydaje, że rymy pogodzić
I w rytmicznych szeregach ustawić zwrotkami
To tak łatwo jak śpiewać, flirtować lub chodzić
Albo zjeść dwa talerze knedelków z śliwkami?

Jest Pani w wielkim błędzie i bardzo się myli
Mierząc twórczość poety miarą szarych ludzi.
Epopei nie można pisać w tej chwili,
Trzeba czekać nastroju, który twórczość budzi!...

Więc Ci wiersza odmawiam
Z wielką żalu dozą,
I piszę zwykłą sobie,
pospolitą prozą:

Najukochańszej Ciotuni Irusi - Ziutek

Rzeszów, 11 czerwca 1941 r.
(lekcja niemieckiego)




- Konspiracja
Pieśń podchorążych

Na szkolenie się zebrała
Sekcyjeczka nasza mała.
Ośmiu chłopców - każdy byczy chłop na schwał.
Po Warszawie wieść już krąży,
Że w tej klasie podchorążych
Pan Bóg najmorowszych chłopców dał.

Jest Kruszynka, wątłe dziecię,
Dwóch Bliźniaków w niej znajdziecie,
Wąsacz Zdzisio, Misio, Władzio i Olbrzymek ranny w pierś,
No i w końcu Ziunio skromny,
Co urodę ma ogromną,
Co w nim kobiet legion kocha się na śmierć.

Kruszyneczka - kawał chłopa
Strasznie wódkę lubi żłopać,
Misio - ciemniak, gdzieś z poleskich przybył błot,
Władzio zaś i dwaj Bliźniacy
Tworzą chór nie byle jaki,
Zdzisio wąsy rude ma jak stary kot.

Każdy przeszłość ma bojową,
Każdy gdzieś nadstawiał głowę,
Każdy rwie się, kiedy akcji przyjdą dni.
W dzień im bar i filipinki,
W nocy wódzia i dziewczynki,
A ze śmierci sobie każdy równo drwi.

Konspirację każdy ceni,
Co dzień krawat każdy zmieni,
Koszulinę raz na tydzień, narzeczoną zaś co trzy,
Każdy z nich poszukiwany,
Więc co noc u innej panny
Przed gestapo kryjąc się biedaczek śpi.

Dwaj Bliźniacy i Misiunio,
Kruszyneczka i Władziunio,
Wąsacz Zdzisio i Olbrzymek ranny w pierś,
No i w końcu Ziunio skromny,
Co urodę ma ogromną,
Co w nim legion kobiet kocha się na śmierć.

A gdy przyjdą lepsze czasy,
To pojadą wszyscy w lasy,
Będą śpiewać, maszerować, będą strzelać, będą bić,
A gdy który w boju padnie,
Reszta mu zaśpiewa ładnie
Tę piosenkę, naszą piosenkę z dawnych dni.

I popłynie pieśń po lesie,
Echo w Polskę ją poniesie,
Będą ptaki ją śpiewały, będzie wiatr w gałęziach grał,
Będą panny nocą śniły,
Będą śniły i marzyły,
By im Pan Bóg z takiej paczki męża dał.



Akcja to jest fajna heca...

Akcja to jest fajna heca
Człowiek na niej się podnieca
Oj nie ma nie ma
Jak z peema
Jak z peema rżnąć

Najpierw dalsze rozpoznanie
Dwie godziny w bramie stanie
Oj nie ma...

Potem bliższe rozpoznanie
Chodzą na nie piękne panie
Oj nie ma...

Potem bracie jest odprawa
Mówią Ci jak stoi sprawa
Oj nie ma...

Choć przeważnie marnie stoi
Nikt tam z wiary się nie boi
Oj nie ma...

Kilka razy jest wystawka
Po wystawce lekka wstawka
Oj nie ma...

Wreszcie akcja się zaczyna
Sten Ci szyję w dół wygina
Oj nie ma...

Gość nadchodzi, dają znaki
Więc mu puszczasz serię w flaki
Oj nie ma...

No a potem przepisowe
Cztery strzały dajesz w głowę
Oj nie ma...

W czasie tego zamieszania
Drzesz papiery mu z ubrania
Oj nie ma...

Potem zaś z niewinną minką
Rzucasz sobie filipinką
Oj nie ma...

Potem dają znak odskoku
Więc przyspieszasz trochę kroku
Oj nie ma...

Zewsząd słychać strzałów kupę
Chcą Cię szwaby zrobić trupem
Oj nie ma...

A Ty sobie z fajną miną
Robisz odskok limuzyną
Oj nie ma...

A jak gdzieś Cię trafi kula
Sanitariat Cię przytula
Oj nie ma...

I tam, rannyś czy nie ranny
Leczą Cię przemiłe panny
Oj nie ma...

Jedna z drugą cud dziewczyna
I chodząca medycyna
Oj nie ma...

Ile tylko jest tam osób
Każda leczy na swój sposób
Oj nie ma...

Do znajomej lubej panny
Piszesz list że jesteś ranny
Oj nie ma...

Miękkie serce jest dziewczyny
Więc przysyła Ci wędliny
Oj nie ma...

A za tydzień drogi panie
Znowu akcja - rozpoznanie
Oj nie ma...



Sanitariacie, ten tylko cię poznał...

Sanitariacie, ten tylko cię poznał
Kto w akcji ranny - twej opieki doznał,
Kto z dziurą w głowie, nodze czy ręce
Pod twemi skrzydły krwawił się w męce.
Dzięki wspaniałej orgnizacji
Łapie się kontakt w trzy dni po akcji.
W jakiejś melinie - u twego łóżka
Zjawia się nagle sanitariuszka,
Zna się na wszystkim - dzielna dziewczyna
Obca jej tylko jest medycyna.
Miła, rozmowna - szczebiocze o tym
Co było przedtem, co było potem
Komu się gani, komu się chwali
Który był dzielny - który nawalił.
Potem najświeższe plotki z Warszawy
Jak stoją nasze i akcji sprawy
Stale szczebiocze - że ty nieboże
Marnego słowa wyrzec nie możesz
Wściekły więc wreszcie - do pięknej panny
Mówisz - Przepraszam - ja jestem ranny
A ona na to - Ach zapomniałam
Jaka jest rana duża, czy mała
Czy bardzo boli przy każdym ruchu
I czy jest w głowie - czy może w brzuchu
Bo właśnie wczoraj to jeden taki
Co mu się kula przeszła przez flaki
Umarł nieborak, dwa dni temu
Temu co dostał w nogę z peemu
Nogę ucięli - szkoda chłopczyny
I znowu słuchasz przez pół godziny,
Wreszcie ci w oczach robi się ciemno
I pytasz grzecznie - co będzie ze mną?
Co będzie z panem - zaraz pomyślę,
Wie pan co - ja tu doktora przyślę
Na drugi dzionek - gdzieś o wieczorze
Zjawia się doktór w świetnym humorze
A jak się macie - co wam nawala
Chcecie być w domu, czy do szpitala
A może wyjazd gdzieś pod Warszawę
Zaraz załatwię dla was tę sprawę.
No a poza tem mówcie kolego
Jak się czujecie - co wam dolega
Może trza będzie uciąć wam nogę
Jest świetny chirurg - ja także mogę
U nas jest pomoc - natychmiastowa,
Ręka - to ręka - głowa - to głowa.
Na takie szczere - miłe projekty
Chowasz pod kołdrę ranne obiekty.
I z miną raźną - klnąc w duszy szpetnie,
Krzyczysz doktorze - czuję się świetnie
Nie zawracajcie sobie mną głowy
Ja jutro będę na pewno zdrowy
Więc doktór zbywszy cały frasunek
Do pana Pala pisze meldunek:
Że taki, a taki tam w akcji raniony
Przez sanitariat jest wyleczony.



Dziadobójca

Była to akcja, akcja nie lada,
Trza bylo kropnąć starego dziada,
A że to akcja nie byle jaka,
Na wykonawcę dano Bliźniaka.
Wziął Bliźniak za pas dwa rewolwery
I filipinek zdaje się cztery,
Wywołał na twarz waleczną minę,
Pożegnał ojca, matkę, rodzinę
I list napisał lubej dziewczynie,
Że idzie walczyć i może zginie.
Poszedł, żegnany rzewnymi łzami
Całej familii wraz z kuzynkami,
Poszedł niepomny na krew i blizny,
Ku chwale swojej... no, i Ojczyzny!
Napotkał dziada w ciemnej uliczce,
Dziad grzebał kijem w jakiejś śmietniczce,
Podszedł do niego, przerwał mu pracę
I krzyknął: - Dziadu, ja ci zapłacę!
Tyś gestapowców wiernym jest sługą,
Żałuj za grzechy, umrzesz niedługo!
Dziad tak się strasznie przejął wyrokiem,
Że podniósł głowę i mrugnął okiem,
I w strasznej ducha będąc rozterce,
W tej samej chwili umarł na serce.
Bliźniak zza pasa wyjął maszyny
I wkropił w dziada trzy magazyny,
A gdy już strzałów przebrzmiała kupa,
To zrewidował kieszenie trupa.
Znalazł miedziaków starych pół trzosa,
Dwie zasmarkane chustki do nosa,
Trzy do golenia tępe nożyki
I połamane cztery guziki.
Wieść o Bliźniaka czynie doniosłym
Lotem się strzały wkoło rozniosła
I w sercach dziewcząt czyn ten zuchwały
Olśnił go złotym promieniem chwały.
Pan plutonowy złożył podanie
I wkrótce Bliźniak KW dostanie.
Łatwo go teraz rozpoznać w tłumie,
Głowę ma w górę wzniesioną dumnie,
Pierś ma wyniosłą, w oczach lśni męstwo,
To jego pierwsze w życiu zwycięstwo.
Akcja udana, wyczyn nie lada,
Doszedł do sławy po trupie dziada.



Po akcji na Koppego

Hej, zbudziły się po kryptach króle
Pan Marszałek się w trumnie obrócił,
Gdy gwizdnęły nasze pierwsze kule
I gdy któryś filipinkę rzucił.



Do Matki

Dziś idę walczyć - Mamo!
Może nie wrócę więcej,
Może mi przyjdzie polec tak samo
Jak tyle, tyle tysięcy

Poległo polskich żołnierzy
Za Wolność naszą i Sprawę.
Ja w Polskę, Mamo tak wierzę
I w świętość naszej Sprawy.

Dziś idę walczyć. Matuś kochana,
Nie płacz, nie trzeba, ciesz się jak ja,
Serce mam w piersi rozkołatane,
Serce mi dziś tak cudnie gra.

Bo to tak strasznie dobrze jest
Mieć stena w ręku
I śmiać się śmierci prosto w twarz,
A potem zmierzyć i prać bez lęku
Za Kraj - za honor nasz!

Dziś idę walczyć - Mamo!
Twój Ziutek



- Powstanie
Pałacyk Michla

Pałacyk Michla, Żytnia, Wola,
Bronią jej chłopcy od 'Parasola'.
Choć na tygrysy mają visy
To warszawiaki - fajne chłopaki są.

Hej! tra la la
Czuwaj wiaro i wytężaj słuch,
Pręż swój młody duch, pracując za dwóch.
Czuwaj wiaro i wytężaj słuch,
Pręż swój młody duch jak stal.

Każdy chłopaczek chce być ranny,
Sanitariuszki, to śliczne panny,
I gdy cię kula trafi jaka,
Poprosisz pannę, da ci buziaka. (w nos)

Hej! tra la la...

Z tyłu za linią dekowniki,
Intendentura, różne umrzyki,
Gotują zupę, czarną kawę,
Takim sposobem walczą za sprawę.

Hej! tra la la...

Nasze dowództwo jest morowe
I w pierwszej lini nadstawia głowę,
A najmorowszy przełożony
To jest nasz Miecio - w kółko golony.

Hej! tra la la...

Wiara się bije, wiara śpiewa,
Niemcy się dziwią, krew ich zalewa.
Różnych sposobów się imają
Co chwila 'szafę' nam przesuwają.

Hej! tra la la...

Lecz na nic 'szafy' i granaty
Za każdym razem dostają baty
I co dzień się przybliża chwila,
Że zwyciężymy i do cywila.



Chłopcy silni...

Chłopcy silni jak stal,
Oczy patrzą się w dal.
Nic nie zrobi nam wojny pożoga,
Hej, sokoli nasz wzrok,
W marszu sprężysty krok
I pogarda dla śmierci i wroga.

Gotuj broń! Naprzód marsz! Ku zwycięstwu,
W górę skroń, orzeł nasz lot swój wzbił.
Chłopcy silni jak stal,
Oczy patrzą się w dal,
Hej, do walki nie zbraknie nam sił.

*

Godłem nam Biały Ptak,
A 'Parasol' to znak,
Naszym hasłem piosenka szturmowa,
Pośród kul, w huku dział
Oddział stoi jak stał,
Choć poległa już chłopców połowa,

Dziś padł on, jutro ja, śmierć nie pyta,
Gotuj broń, krew ci gra boju zew,
Chłopcy silni jak stal,
oczy patrzą się w dal,
A na ustach szturmowy nasz śpiew.

*

A gdy miną już dni
Walki, szturmów i krwi,
Bratni legion gdy z Anglii powróci,
Pójdzie wiara gromadą, Alejami, z paradą,
I tę piosnkę szturmową zanuci.

Panien rój, kwiatów pęk i sztandary,
Równy krok, śmiały wzrok, bruk aż drży,
Alejami, z paradą będziem szli z defiladą
W wolną Polską, co wstała z naszej krwi.



Wiersz do pamiętnika

A gdy będzie już po wojnie,
będzie miło i spokojnie.

I dostatnio i wygodnie,
I dziewczęta zdejmą spodnie,

I będziemy masło wsuwać,
I nie będą "szafy" fruwać,

Także skończą swe wybryki
Zwariowane granatniki,

Będzie Polska z wolą Bożą
Gdzieś od morza aż do morza,

A młodzieńcy z 'Parasola'
Będą grali wielkie role

W dyplomacji, rządzie, sejmie,
Może wspomnień czar cię przejmie

I pamiętnik ten otworzysz,
Okulary na nos włożysz,

I przeczytasz te słów parę,
No i wspomnisz starą wiarę,

Może Ziunia maskę wspomnisz
Co tak kochał cię ogromnie.



Już nie wróci twój chłopiec

Już nie wróci twój chłopiec - dziewczyno,
Nie wróci...
Padł na lini za polskę, za sprawę,
Za zburzoną, skrwawioną Warszawę.
Bił się mężnie i jak żołnierz zginął!
Tyś została i płaczesz dziewczyno,
I tak strasznie Ci serce się smuci.

Nie płacz, biedna, dziś łzy nie pomogą,
Na próżno...
Nie padł pierwszy i nie padł ostatni,
Ból zduś w głębi i zęby dziś zatnij
I idź dalej ciernistą swą ścieżką
W pierwszej linii, gdzie walczą żołnierze,
Służyć Polsce - jak oni dziś służą!



Hymn

Hej, do czynu, dzień wolności świta,
Biały orzeł już się w niebo wzbił,
Hej, kto młody niech dziś za broń chwyta,
Próbujmy naszych młodych sił.

Wolność budzi się, w górę orzeł mknie
My, młody mężny polski rój - pójdziemy w bój,
Na trud, na znój, by przelać krew,
Na matki zew, za sztandar święty nasz.

Brzmi już zew, wre nam krew, serce drży, w oczach skry,
Moc jest w nas, bo moc to my,
Wstanie znów Polska snów,
Stworzy ją Grup Szturmowych młody huf!



Garstka wariatów bardzo zażarcie
na biały domek robi natarcie.
Ciemno dokoła, ciemno w ogrodzie,
a sanitariat - tu, w samochodzie.
Podjeżdża bliżej do białej chaty,
a tu im na łeb lecą granaty.(549)



W "Parasolu"

W "Parasolu" jest już taka mania,
Że na pluton mówi się kompania,
No i takie trzy plut-kompaniony
Zwą się szumnie - szturmbatalionem.
Dobrych czasów ten tytuł nasz sięga,
Gdy "Parasol" był jeszcze potęgą,
Miał kompanie, plutony, drużyny,
Magazyny i własne meliny.
Ale teraz wszystko się zmieniło,
Cztery piąte chłopaków ubyło.
Wygubiła ich walki zaraza
Gdzieś na Żytniej, Młynarskiej, cmentarzach,
No i trzeci już tydzień jest przecież,
Jak "Parasol" wykrwawia się w getcie.
Z "Parasola" i dawnej w nim chwały
Same tylko nazwy pozostały.
Każdy swoich pilnuje placówek.
U nas nie ma oracji i mówek,
Puszka konserw na cztery osoby,
Potem służby i walki dwie doby.
Póki jeszcze się serca kołaczą
Póty rękom starczy tej siły,
By peem lub karabin nosiły.



Do Rafała

To był ostatni Twój szturm - Rafale.
Szliśmy z Tobą - twoja wierna gromada,
Twoja pierwsza kompania szturmowa,
Na Twój rozkaz do czynu gotowa.
Cień zza murów wnękami się skradał
i peemy błyskały zuchwale,
Tyś prowadził jak zawsze na przodzie - Rafale!

O, nie kryłeś się w chłopców szeregu,
Twoje miejsce było zawsze na czele,
Takich chwil przeszedłem z Tobą już wiele,
Byłeś wodzem i byłeś kolegą.
Duch Twój nadal do zwycięstw nas wiedzie - Rafale!

Ty nie byłeś z krwi i kości żołnierzem,
Nie kochałeś się w łunach i wrzawie.
W karabinie, peemie, bagnecie.
Byłeś jednym z tych nielicznych na świecie,
Którzy walczą, a serce im krwawi,
Że nie o to się biją, w co wierzą.

Ja bym kazał Ci wyjść z tych szeregów,
Żebyś przestał być świętym mordercą
Świętej sprawy - piekielnym sposobem.
Kazałbym Ci tylko być sobą:
Zamiast broni - do walki wziąć serce,
Twoje serce, jaśniejsze od śniegu!

Tysiąc szturmów Cię jeszcze czekało,
Całe życie zmagania i trudów,
Setki zwycięstw dla Polski i chwały,
Do tej walki Ci serce się rwało!
Rwało Ci się do walki wśród ludu.
Tak się rwało - Rafale, tak rwało!

Padłeś w szturmie! - tak było sądzone!
Może Bóg Cię dlatego powołał,
Boś za dobry był na to, by zostać,
Boś przebaczał, miast karać i chłostać!
Może Bogu trzeba było anioła,
Z Twoim sercem przy boskim tronie?

Smutno teraz - zostaliśmy sami,
Twoja wierna - ta pierwsza drużyna,
Twoja pierwsza kompania szturmowa.
Mamy w sercach Twe myśli i słowa.
Myśl o Tobie nam wciąż przypomina,
Że nie tylko się walczy kulami.

Pozdrów od nas, gdy będziesz już w niebie,
Przemka, Reka, Juranda, Tomicza,
tam jest prawie pół twoich chłopaków,
A my, reszta z 'Parasola' znaku
Będziem bić się - i póki nam życia
Zawsze będziem wspominali Ciebie.



Czerwona zaraza

Czekam na ciebie - czerwona zarazo,
Byś wybawiła nas od czarnej śmierci.
Byś nam, Kraj przedtym rozdarłszy na ćwierci,
Była zbawieniem - witamy z odrazą.

Czekam ciebie - ty potęgo tłumu
Zbydlęciałego pod twych rządów knutem
Czekam na ciebie, byś nas gniota butem
Swego zalewu i haseł poszumu.

Czekamy na ciebie, nasz odwieczny wrogu -
Morderco krwawy tłumu naszych dzieci,
Czekamy ciebie - nie żeby ci spłacić,
Lecz chlebem witać na zburzonym progu...

Żebyś ty wiedział - nienawistny zbawco -
Jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
I jak bezsilnie zaciskamy ręce,
Pomocy prosząc - podstępny oprawco,

Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
Nas - dzieci Wolnej, Niepodległej, Świętej
Skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
Cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli...

Żebyś ty wiedział, naszych dziadów kacie,
Sybirskich więzień ponuro legendo,
Jak twoją dobroć kląć tu wszyscy będą
Wszyscy Słowianie - wszyscy twoi bracia.

Legła twa armia zwycięska, czerwona
U stóp, łun jasnych płonącej Warszawy
I ścierwią duszę syci bólem krwawym
Garstki szaleńców, co na gruzach kona...

Czekam na ciebie - nie dla nas, żołnierzy.
Dla naszych rannych - mamy ich tysiące
I dzieci tu są i matki karmiące
I po piwnicach zaraza się szerzy...

Miesiąc już mija od powstania chwili.
Łudzisz nas czasem dział twoich łomotem,
Wiedząc, jak ciężko będzie znowu potem
Powiedzieć sobie, że znów z nas zakpili.

Czekamy ciebie - Ty zwlekasz i zwlekasz.
Ty się nas boisz - i my wiemy o tem.
Chcesz, byśmy wszyscy tu legli pokotem,
Naszej zagłady pod Warszawą czekasz.

Nic nam nie zrobisz - masz prawo wybierać
Możesz nam pomóc, możesz nas wybawić,
Lub czekać dalej i śmierci zostawić.
Śmierć nie jest straszna - umiemy umierać,

Ale wiedz o tem, że z naszej mogiły
Nowa się Polska - Zwycięska narodzi.
I po tej ziemi nie ty będziesz chodzić,
Czerwony władco rozbestwionej siły.


Warszawa, Stare Miasto
koniec sierpna '44