Józef Szczepański, ps. 'Ziutek'


Józef Szczepański, pseudonim 'Ziutek', harcerz, oficer rezerwy piechoty Wojska Polskiego. Urodził się 30 listopada 1922 r. wg oświadczenia matki w Warszawie, zaś wg aktu urodzenia w Łęczycy. Syn Józefa (oficera, późniejszego sędziego, radcy prawnego Ministerstwa Poczt i Telegrafów, adwokata) i Matyldy z domu Ottomańskiej.

Wychowywał się w Łęczycy, Zgierzu, Grudziądzu, Warszawie i Jabłonnie. Od 1935 r. był uczniem Państwowego Gimnazjum im. Władysława IV w Warszawie. Do momentu wybuchu wojny zdał tzw. małą maturę.
We wrześniu 1939 r. ewakuował się wraz z rodzicami na Wołyń. Po kilku dniach powrócił z rodzicami do Polski centralnej - Krakowa, a następnie do Rzeszowa (ojciec otworzył tu kancelarię adwokacką). W Rzeszowie Józef Szczepański rozpoczął dalszą naukę, którą musiał przerwać na skutek "zdarzeń losowych". Wyjechał z Rzeszowa do Dębicy (do rodziców matki, którzy tu wówczas mieszkali, po ucieczce z Wołynia). W niedługim czasie wyjechał do Warszawy, z zamiarem kontynuowania nauki.
Mieszkał w pokojach sublokatorskich przy ulicy Targowej, potem przy ulicy Długiej 10, ucząc się na tajnych kompletach Gimnazjum im. Władysława IV.

W konspiracji żołnierz I plutonu 1 kompanii (dawne CR-500) oddziału Agat - Pegaz - Parasol - harcerskiego batalionu Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej.

Bierze udział w odbiciu ciężko rannego Bronka 'Lota' i 'Cichego' ze Szpitala Przemienienia Pańskiego mieszczącego się na Pradze [ul. Sierakowskiego], po akcji na Kutschere. Pod dowództwem 'Jeremiego' stanowi wraz z trzema kolegami grupę noszowych.

Tak zapamiętał 'Ziutka' dowódca grupy odbijającej 'Kopeć' - Stanisław Jastrzębski w książce "Zaczęło się pod Arsenałem":

Ledwo zdążyłem się rozejrzeć, wszedł 'Jeremi' oraz czterech naszych chłopców niosących nosze. Zobaczyłem ich wtedy po raz pierwszy. Ruchliwością wyróżniał się blondyn średniego wzrostu, z lekko kręconymi włosami, jak się później okazało 'Ziutek'

Sanitarka odjechała w kierunku mostu Poniatowskiego; w jej wnętrzu znajdowało się dwóch ciężko rannych kolegów w towarzystwie 'Alego' i 'Ziutka', uzbrojonych w pistolety maszynowe i stanowiących ubezpieczenie rannych. Karetka skierowała się do szpitala na ul. Koszykową [Do którego nie zostali w efekcie przyjęci. Schronienia 'na noc' udziela klinika ginekologiczna na ul. Chmielnej - T.B.].

W klinice przy rannych czuwała przez całą noc 'Pani Stasia', 'Zosia' - Zofia Krassowska z batalionu "Zośka", która przyjechała z rannymi z ul. Koszykowej, oraz uzbrojeni 'Ali' i 'Ziutek'.

W kwietniu 1944 r. ukończył II turnus Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty "Agricola".

'Ziutek' z koleżankami

12 kwietnia 1944 r., w czasie najścia gestapo na mieszkanie przy ulicy Długiej 10, ostrzeliwał się i zdołał ujść, skacząc z I piętra. W związku z przejściami okupacyjnymi 'Ziutka' w Warszawie, rodzice jego trzykrotnie zmieniali mieszkanie w Rzeszowie, aby wkrótce przenieść się do rodziców matki w Dębicy, stąd po pewnym czasie na wieś pod Dębicę, a stamtąd do Krakowa. "Ziutek" był również jednym z uczestników nieudanej akcji na generała Wilhelma Koppego w Krakowie (11 lipca 1944 r.).

W Powstaniu Warszawskim jako dowódca drużyny (w stopniu kaprala podchorążego) przeszedł szlak bojowy batalionu "Parasol" na Woli i Starym Mieście.

'Kopeć' Stanisław Jastrzębski tak wspomina kolejne spotkanie z 'Ziutkiem' na punkcie sanitarnym oddziału; w domu przy rogu ulic Mostowej i Nowomiejskiej:

Jeszcze tego dnia odwiedził nas poeta batalionowy 'Ziutek'. Po rubasznym przywitaniu się z kolegami opowiedział pokrótce, co dzieje się w kompanii, a następnie wyciągnąwszy z kieszeni munduru kartkę oświadczył, że napisał nowy wiersz. Cisza zaległa w pokoju, gdy 'Ziutek' zaczął czytać:

W "Parasolu" jest już taka mania,
Że na pluton mówi się kompania,
No i takie trzy plut-kompaniony
Zwą się szumnie - szturmbatalionem.
Dobrych czasów ten tytuł nasz sięga,
Gdy "Parasol" był jeszcze potęgą,
Miał kompanie, plutony, drużyny,
Magazyny i własne meliny.
Ale teraz wszystko się zmieniło,
Cztery piąte chłopaków ubyło.
Wygubiła ich walki zaraza
Gdzieś na Żytniej, Młynarskiej, cmentarzach,
No i trzeci już tydzień jest przecież,
Jak "Parasol" wykrwawia się w getcie.
Z "Parasola" i dawnej w nim chwały
Same tylko nazwy pozostały.
Każdy swoich pilnuje placówek.
U nas nie ma oracji i mówek,
Puszka konserw na cztery osoby,
Potem służby i walki dwie doby.
Póki jeszcze się serca kołaczą
Póty rękom starczy tej siły,
By peem lub karabin nosiły.

Wszyscy powitaliśmy ten wiersz dużymi brawami, bo istotnie 'Ziutek' uchwycił doskonale nastroje w oddziale. Ciągłe walki batalionu na pierwszej linii spowodowały duże straty w zabitych i rannych. Lżej ranni po wyleczeniu wracali natychmiast na linię, niektórzy byli już dwukrotnie ranni.

We wniosku odznaczeniowym z 14 sierpnia 1944 r. pisał o nim pełniący obowiązki dowódcy "Parasola" podporucznik 'Jeremi' Jerzy Zborowski:

"zachowywał się bojowo, podczas walk znajdował się w pierwszej linii i dnia 12 sierpnia 1944 roku dzięki wybitnej odwadze przyczynił się do zdobycia l(ekkiego) k(arabinu) m(aszynowego)"

Po raz drugi wniosek identycznej treści podpisał Jerzy Zborowski 17 sierpnia. Ziutek został odznaczony Krzyżem Walecznych dwukrotnie: 18 i 21 sierpnia.

Po śmierci Włodzimierza Kalinowskiego ps. 'Włodek' (1 września), objął dowództwo grupy żołnierzy "Parasola", stanowiącej straż tylnią Grupy "Północ", ewakuującej się kanałami do Śródmieścia.
Jeszcze tego samego dnia, ciężko ranny przy ulicy Barokowej, został przeniesiony kanałami do Śródmieścia i umieszczony w szpitalu powstańczym przy ulicy Czackiego. Po jego zbombardowaniu został przeniesiony do szpitala przy ulicy Marszałkowskiej 75.

Zmarł tam 10 września 1944 r.

W dniu 5 grudnia 1945 r. ciało jego zostało ekshumowane z mogiły pojedynczej - Warszawa, ulica Marszałkowska 71, na cmentarz wojskowy w Warszawie (Powązki - kwatera "Parasola").
W wystosowanym wniosku na odznaczenie Virtuti Militari V klasy Jerzy Zborowski pisał o nim:

"w walkach w Getcie, pałacu Krasińskich i Sądzie Okręgowym na Starym Mieście, wyróżniał się wielką odwagą i celnością strzałów, a po śmierci dowódcy, prowadził oddział do dalszej walki ranny..."